niedziela, 17 czerwca 2012

Kleszcze... Garść porad

Sezon na kleszcze trwa, pozwolę więc sobie wypowiedzieć się krótko na ich temat. Żyjątka te wydają się być niezbyt szkodliwe jednak mogą nam przysporzyć sporo kłopotów. Są równie agresywne i napastliwe jak komary, na szczęście nie posiadają skrzydeł ;)

Kleszcz napojony krwią kota

Kleszcz przed atakiem (z gatunku tych większych - ok. 3 mm)

W ciągu ostatnich lat namnożyło się ich bardzo dużo. Jeśli chodzi o mnie to jestem gryziony przez kleszcze średnio 5-8 razy rocznie (w sumie wyszłoby pewnie około 30 ukąszeń, straciłem już dokładną rachubę). A ile ich wędrowało po mnie? Niezliczona ilość. A przecież nie siedzę całymi dniami w lesie...  Kiedyś podczas 2 godzin w lesie naliczyłem się na sobie ponad 20 sztuk, na szczęście tylko na ubraniu i butach.

Ale jest też druga, pozytywna strona medalu: dzięki temu dowiedziałem się sporo o życiu i funkcjonowaniu tych 'drapieżników'. Moje przemyślenia są następujące:

1. Kleszcze złapiemy nie tylko w lesie ale również na ogrodzie (zarośla, wysoka trawa, maliny) oraz w domu - przyniesione przez koty lub psy (miałem kilka takich sytuacji).

2. Najwięcej kleszczy jest w wilgotnych lasach z gęstą i wysoką trawą. Szczególnie przy ścieżkach wydeptanych przez zwierzynę i zarośniętych drogach.

3. Kleszcze spadające z gałęzi lub drzew to wg mnie MIT. Wszystkie kleszcze jakie na mnie zapolowały 'wskakiwały' na wysokość max. 30-50 cm od podłoża. Czyli w grę wchodzi tylko wysoka trawa i gałązki nisko przy ziemi itp.

4. Bardzo ważne jest jak najszybsze ich wyciągnięcie (oznacza to zminimalizowanie ryzyka zakażenia). Każdy kleszcz który mnie pokąsał został wyciągnięty pęsetą z Victorinoxa (jednak najlepiej sprawdzi się taka, która sama się zaciska). Jeśli kleszcz był dopiero co wczepiony w skórę - wystarczał zdecydowany ruch pęsetą chwytając go blisko przy skórze. Gorzej jeśli siedział tam trochę dłużej - wówczas zdecydowany prosty ruch trzeba połączyć z wykręcaniem kleszcza w jedną stronę.

5. Bodajże 1-2 razy zdarzyło mi się że w skórze została część kleszcza - tzw. usuwanie na raty. Jeśli pęsetą nie damy rady - próbujemy wysterylizowaną igłą albo zgłaszamy się do lekarza.

6. Bardzo ważne żeby ranę zdezynfekować - ja zawsze stosuję do tego wodę utlenioną. Może być też spirytus.

7. Miejsce ukąszenia obserwujemy codziennie - przez kilka tygodni pod kątem tego czy nie wystąpi tzw. rumień wędrujący.

8. Bardzo ważny punkt. Sam nauczyłem się go po własnych błędach: jeśli przebywamy w rejonie występowania kleszczy (czyt. las itp.), oglądamy dokładnie każdy cm ciała, bierzemy prysznic i wytrzepujemy ubranie (choć lepiej byłoby ubrać świeże). Jeśli nie mamy możliwości wziąć prysznica na wieczór, wówczas tylko oglądamy się dokładnie i przebieramy się w inne ciuchy.

9. Wyciągałem kleszcze również palcami ale tylko u kotów. Jeśli kleszcze są 'upasione' a my nie mamy pęsety - jest to możliwe.

10. Czołganie się w trawie w lesie wg mnie jest jednoznaczne ze złapaniem kleszczy, których tak łatwo nie znajdziemy jeśli mamy sporo włosów na głowie ;)

Jeśli chodzi o mnie to staram się przestrzegać tych zasad i nigdy żaden kleszcz nie spił ze mnie zbyt dużo krwi. Byłem jednak świadkiem sytuacji kiedy znajomy dostrzegł na skórze wbitego kleszcza po 2-3 dniach po pobycie w lesie. Skończyło się boreliozą. Leczenie boreliozy jest co prawda możliwe ale polega na przyjmowaniu antybiotyku przez chyba 3-4 miesiące a i tak nie ma 100% pewności wyleczenia. Szczepionka jest ale tylko na odkleszczowe zapalenie opon mózgowych.



Dodam jeszcze, że kleszcze jakie napotkamy na swojej drodze mogą być różnej wielkości - najmniejszy jakie po mnie wędrował był mniejszy od milimetra (!)

Ostatnio zastanawiam się nad potraktowaniem niektórych ubrań permetryną. Jeśli do tego dojdzie i przekonam się jak ona działa - dam znać :)
Słyszałem też że kleszcze nic sobie nie robią z tego że wypierzemy je w pralce. Ale ponoć giną od gorącego powietrza suszarki - pasowałoby sprawdzić, wówczas ubrania z lasu będziemy mogli potraktować suszarką i z głowy

Nigdy też nie stosowałem strzykawki żeby wyciągnąć kleszcza ani specjalnych "wyciągarek". Także nie wiem jak to działa. Ale ponoć pęseta jest bardziej niezawodna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz